Błądzimy już od jakiejś
godziny po tym lesie. Wracamy do miejsca w którym znalazłyśmy ciało kobiety i
idziemy w następną stronę. Gdzie on mógł pójść i dlaczego nie obudził mnie
tylko zostawił pod drzwiami. Mimo że starałam się nie przejmować znakami, które
były na kobiecym ciele, ciągle o nich myślałam. Fenny cały czas upewniała się
czy współmieszkańcy Briana idą za nami. Kiedy wyszłyśmy zza gęstych krzaków,
gdzie droga się zakończyła ujrzałyśmy przed sobą jezioro, którego nie było
można obejść przez skały. – Wracamy pod drzewo. Tam odpoczniemy i pomyślimy. –
oznajmiłam i tak też zrobiłyśmy. Będąc na miejscu dostrzegłam brak plecaka. Dziewczyn również to zauważyła, wyjęła łuk i zaczęła wypatrywać czy w głębi
lasu nic się nie ukrywa. Po chwili usłyszałyśmy szelest. Złapałam za rękojeść
miecza i skierowałam się w stronę dobiegającego dźwięku, będąc już przy nich
usłyszałam głos dziecka – Proszę nie zabijaj mnie – powiedziała mała
dziewczynka wychodząc z kryjówki z plecakiem w ręku. Wyglądała na wystraszoną i
zaniedbaną. Włosy związane w dwa kucyki, prosiły się o to by je poprawić.
Zielona sukienka, którą miała na sobie w niektórych miejscach miała małe dziury
oraz była cała brudna.
Fenny
zbliżyła się do nas opuszczając łuk i kucając przy dziecku zaczęła pytać ile ma
lat i dlaczego jest tu sama. Odpowiedziała że ma 6 lat, następnie spojrzała do
góry i powiedziała że jej mama umarła, ktoś ją zabił. Zaczęła płakać mówiąc że
wczoraj rano, ktoś porwał jej mamę jak spały pod tym drzewem, a gdy się
obudziła mama już nie żyła. Wisiała nad jej głową. Zbliżyłam się do niej i
wzięłam ją w ramiona. Zapytałam o tatę, na to dziewczynka powiedziała że też
umarł. Kilka dni temu napadli na ich domek jacyś ludzie. Ojciec poświęcił życie
by jego rodzina mogła być bezpieczna. Trzymałam dziewczynkę mocno w objęciach,
przypominając sobie co czułam kiedy moi rodzice odeszli. – Co z nią zrobimy? –
zapytała Indianka rozglądając się. – Boję się, niech mnie Pani nie zostawia –
wypłakała. Złapałam dziewczynkę za ramiona i odsunęłam krok do tyłu tak by móc
spojrzeć jej w oczy.
– Jak masz
na imię?
- Sevi
- Ładnie, ja
jestem Erin, a to jest Fenny. Zabierzemy Cię ze sobą. Nie zostawię Cię samej.
Jasne? – oznajmiłam uśmiechając się do dziewczynki by ją uspokoić. Ona jedynie
pokiwała głową na zgodę.
- Zamierzasz
zaprowadzić ją do reszty? – spytała Fenny.
- Nie mogę. Nie
mam do nich przekonania. Pójdzie z nami. Biorę za nią odpowiedzialność. – nie
chciałam by to niewinne dziecko przechodziło przez to co ja. Zapewnię jej to
czego sama nie miałam. Puściłam dziewczynkę i wstając uświadomiłam sobie że ona
mogła coś widzieć na temat Briana. – Sevi, widziałaś może tutaj w okolicy
chłopaka trochę wyższego ode mnie, blond
włosy, niebieskie oczy?
-
Rozmawiałam z nim. – odpowiedziała – Powiedział że nie mam za nim iść i że jak
mnie zobaczy to umrę. – powiedziała
wystraszona.
Co takiego?
To mi nie pasowało do niego. Chociaż… Może miał ku temu powód? Ktoś mógł go
zmusić.
- Pamiętasz
w którą stronę poszedł? – zapytała Indianka widząc moje zamyślenie. Sevi
powiedziała że śledziła go jakiś czas, ale zaczęła się bać jego dziwnego
zachowania i wróciła. Poprosiłam ją by nas poprowadziła. Z początku nie chciała
się zgodzić mówiąc że się boi, ale przekonałam dziewczynkę że obronie ją jak
tylko ktoś spróbuje ją skrzwydzić. Złapała mnie za rękę i zaczęła nas
prowadzić, po drodze opowiadała nam o swoich rodzicach, ulubionych zabawach i o
tym że miała kiedyś kota, ale się zgubił. - Tutaj widziałam go ostatni raz, jak
się odwróciłam żeby zobaczyć czy mnie widzi, szedł tam – powiedziała, dalej
wskazując drogę. Co on do licha robi tak daleko? Nagle usłyszałyśmy rozmowy
dobiegające zza naszych pleców. Idą po nas, pomyślałam. Fenny jako że jest
zwinniejsza wzięła małą na plecy i zaczęła się wspinać po drzewie, a ja tuż za
nimi. Miałam potworny problem z wejściem, gdyż było mało gałęzi na które mogłam
stanąć. Fenny miała w tym wprawę, zdążyła schować się w koronie drzewa, a ja
ugrzęzłam. W małej szczelinie zaklinowała mi się noga. Spokojnie Erin, nie mogą
Cię usłyszeć powtarzałam sobie w myślach. Spojrzałam w dół i zauważyłam cztery
osoby uzbrojone po zęby. Wśród nich znajdował się ich szef. Jak na złość
stanęli tuż przy drzewie na którym byłyśmy. Wystarczyło jedno spojrzenie w górę
by mnie zobaczyli. – Wracajmy już. Nie
ma żadnego śladu, który wskazywał by na to że tędy idą – powiedziała niska
dziewczyna. Szef rozejrzał się w koło i przytaknął na jej słowa. Wycofali się.
Jednak gestem ręki kazałam Fenny pozostać jeszcze na górze i na wszelki wypadek
odczekać chwilę. Ja w tym czasie zaczęłam wydostawać nogę ze szczeliny. W
pewnym momencie pod wpływem frustracji pociągnęłam nogę tak szybko i gwałtownie
że co prawda wydostałam ją, ale sama zaczęłam spadać w dół. W połowie lotu
udało mi się złapać jedną z gałęzi, która nie była zbyt gruba. Wisiałam teraz w
powietrzu, trzymając się jedną ręką i nie wiedząc co dalej. – Trzymaj się idę
do Ciebie – zawołała Fenny. Kiedy była już wystarczająco blisko, gałąź pękła i z około 3 metrów zleciałam do końca na
ziemię – Erin! Nie ruszaj się! – krzyknęła przerażona Indianka. Zwinęłam się z
bólu i zaciskając mocno oczy czekałam na dziewczyny, które już po chwili przy
mnie były. - Powiedz co Cię boli, możesz się ruszać? – spytała Fenny. Ból po
chwili leżenia nie był już tak silny, jednak pozostał odczuwalny. Wykrztusiłam
z siebie że mogę iść dalej, ból mi przejdzie. Widziałam po jej minie że nie
podoba jej się to że tak ryzykuje, jednak nic nie powiedziała. Pomogła mi wstać
i ruszyłyśmy dalej. Utykałam trochę na jedną nogę, lecz zlekceważyłam ten fakt. W pewnym momencie
poczułam że dziewczynka puszcza moją rękę i zaczyna się cofać. – Co się stało?
– zapytałam, nic nie odpowiedziała więc spojrzałam w to samo miejsce co ona. Jest. Zauważyłam
klęczącego na ziemi Briana z głową opuszczoną w dół, nikogo więcej z nim nie było.
– Posłuchaj to nasz przyjaciel, nic Ci nie zrobi obiecuje. – powiedziałam
patrząc jej w oczy i łapiąc znów za rękę zbliżyłyśmy się do chłopaka. Z bliska
dało się dostrzec że trząsł się. – Brian, wszystko w porządku? Dlaczego tak się
oddaliłeś?– zapytałam kładąc rękę na jego ramieniu.
– Mówiłem byś nie szła za mną…
Oooo... żal mi tej dziewczynki... Nie spodziewałam się takiej akcji.
OdpowiedzUsuńCzekam na dalszy ciąg ;P Dodatkowo zapraszam na mojego bloga.
OdpowiedzUsuńhttp://another-world-in-my-crazy-imagination.blogspot.com/?m=1
Naprawdę ciekawa historia, ale muszę
OdpowiedzUsuńspytać ta czcionka to tak specjalnie? nie to że coś ale nieczęsto spotykana.
Tak, czcionka jest specjalnie dopasowana :)
OdpowiedzUsuńHej!
OdpowiedzUsuńCo prawda nie czytałam od początku, ale ten rozdział był dość ciekawy. Szkoda mi tej dziewczynki. Kim ona jest i dlaczego ten chłopak groził, że ją zabije?
Pozdrawiam :**
Juliet